3. CHARLOTTE

Pamiętam, 
czułem się obdarty z godności. Posłużono się mną, wykorzystano mnie. Wtedy nie wiedziałem jeszcze jak na mnie to wpłynie, nie zastanawiałem się, myślałem tylko żeby rzucić wszystko to, co mnie odrzuciło.   Ponieważ Ana była moją pierwszą, bardzo się do niej przywiązałem. Chciałem się o nią troszczyć, bo wiedziałem, że śmierć mamy była dla niej ogromną utratą. Może zabrzmi to źle, ale mimo że była MOJĄ mamą - nie czułem nic. Dosłownie nic. 
W drodze do Madrytu myślałem o tym dużo, rozważając historię z Aną. Jej z nami już nie było, a jednak zawsze była między nami.

Zacząłem prawo, rzuciłem po roku, zacząłem dziennikarstwo i tak poznałem Charlotte, więc już zostałem. Charlotte była na trzecim roku, przeprowadziła się wraz z rodzicami z Agde, małego miasteczka umiejscowionego na południe od Montpellier. Znała się na sztuce, więc często chodziliśmy do teatru i odwiedzaliśmy muzea, gdzie tłumaczyła mi co według niej autor miał na myśli. Ja grałem dla niej na pianinie kompozycje Joaquín Turina. A ona po prostu mi imponowała. Była piękna, niebanalna, była lekarstwem na zranione serce i rozbudzała we mnie chęć poznania świata kultury. Dużo paliła, jeszcze więcej piła. Wiele mnie nauczyła. Mówiła, że ojciec jest pisarzem, dzięki czemu cały ten pisarski światek ma na wyciągnięcie ręki. 

Sztuka bez sztuki (1996)
Opowieść o rodzinie, żyjącej na obrzeżach Madrytu, która ledwo wiąże koniec z końcem. Opisuje znoje życia codziennego przy wykorzystaniu trzech, kontrastowych postaci: ojca alkoholika - awanturnika, bezrobotnego, matki pracoholiczki, przejmującej role ojca, zmagającej się z seksizmem w pracy oraz córki żyjącej dla ideologii. 

Komentarze

  1. Oj tak! Pamiętam tą książkę.. Silna pozycja. Pańskie opowieści sprzedawały się świetniej w księgarniach w Barcelonie w których miałam okazję pracować. Ciekawie, ale i dziwnie, tak z lekkim niepokojem, jest poznawać historię ich autora..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz